Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2015

DESER DAKTYLOWY

W zeszłym tygodniu zaprezentowałem Wam deser bez dodatku cukru. Dziś chciałbym pociągnąć dalej ten temat. Inspiracją do stworzenia tego przepisu stały się wspomnienia z ostatnich wakacji, które spędziliśmy z Martyną na Cyprze Północnym. Mieliśmy możliwość skosztować tam wielu przysmaków, których bazą (jak się później okazało) były owoce m.in. figi i daktyle. Postanowiłem odtworzyć ten smak. Co z tego wyszło? Sprawdźcie sami. 

Składniki: 

400g daktyli 

1/4 kostki masła

50-60g orzechów włoskich 

2-3 łyżeczki sezamu 

wiórki kokosowe 

2 łyżeczki kardamonu 

Daktyle kroję na drobne kawałki. Użyłem suszonych owoców, bo takie akurat były dostępne na moim osiedlu. Myślę jednak, że doskonały efekt uzyskacie też ze świeżymi daktylami.
Orzechy kroję nożem na grubsze kawałki. Na patelni rozgrzewam masło. Nie byłem pewny co do jego ilości, jednak okazała się odpowiednia. Pamiętajcie - to ma być słodkie, a nie tłuste.
Na masełko lądują daktyle. Smażę je, aż zaczną stapiać się w jednolitą masę. Wtedy dorzucam do nich sezam, orzechy oraz kardamon. Uwielbiam smak i zapach tej przyprawy. Będzie świetnie pasowała do egzotycznego charakteru tej rolady.
Ściągam patelnie z ognia i jeszcze chwile mieszam całość. Po kuchni rozchodzi się zapach palonego karmelu...i taki jest też smak: słodki, a zarazem wyrazisty, z lekka nutką goryczki. Jeżeli wolicie jednak czystą słodycz, możecie dodać na koniec odrobinę miodu wielokwiatowego. Myślę też, że wykorzystanie świeżych daktyli, a nie suszonych da inny efekt końcowy.
Na stole rozciągam folię spożywczą. Wysypuję na nią warstwę wiórków kokosowych, na której następnie ląduje słodka masa. Jej wierzch również traktuję białą posypką. Teraz wystarczy całość dobrze zawinąć, ścisnąć tu i tam i uformować w wałek. Deser ląduje w lodówce. W mojej spędził całą  noc, ale jestem przekonany, że już po 3-4 godzinach będzie dobry do krojenia i jedzenia. 


Smacznego!

niedziela, 12 kwietnia 2015

OMLET Z OTRĘBAMI I GRUSZKAMI

Dzień dobry!
Nie ma jak pożywne śniadanko. W związku, że nie mieliśmy świeżego pieczywa, a nie bardzo chciało się nam opuszczać nasze przytulne gniazdko nad ranem, postanowiliśmy zrobić sobie omlet. Prosty, pyszny i co najważniejsze (zgodnie z najnowszymi trendami) bardzo zdrowy...choć dla nas najważniejsze były dwie pierwsze zalety. To danie pozytywnie naładowało nas na cały dzień.

Składniki: 

2 jajka i 2 białka  

2 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej 

łyżka otrębów owsianych 

łyżka otrębów żytnich 

łyżka zarodków pszennych 

150g jogurtu naturalnego 

3 nieduże gruszki 

garść orzechów włoskich 

1/2 granatu 

garść pestek dyni 

100g kanapkowego serka śmietankowego 

szczypta soli i cynamonu 

łyżka masła do smażenia 


Zaczynamy od przygotowania ciasta na omlet. Do miski wbijamy 2 całe jajka i 2 białka. Dodajemy szczyptę soli i energicznie ubijamy trzepaczką. Następnie do miski leci jogurt w towarzystwie mąki, otrębów i pszennych zarodków. Jeszcze chwila energicznej pracy trzepaczką i ciasto gotowe. Odstawiamy na bok, niech sobie odpocznie.

Gruszki obieramy ze skórki i kroimy na ćwiartki, a następnie pozbawiamy gniazd nasiennych. Orzechy siekamy na drobniejsze kawałki. W tym czasie możemy zacząć rozpuszczać na niewielkim ogniu masło na patelni. Kiedy się rozpuści, lądują na nie nasze gruszki i orzechy. Podsmażamy chwilę i na koniec doprawiamy cynamonem - jakże by mogło go zabraknąć. Przekładamy zawartość patelni na talerzyk. Na pozostałym na niej tłuszczu usmażymy nasz omlet.

Na patelnię spływa dostojnie zawartość miski. Kiedy się częściowo zetnie, przekładamy na wierzch gruszki z orzechami i  przykrywamy całość pokrywką na ok. 2 minuty. W tym czasie na drugą patelnie wrzucamy garść pestek dyni i prażymy je na złoty kolor. Pozostało tylko przekroić granat na pół i otworzyć serek. Gotowy omlet przekładamy na talerz i dekorujemy serkiem, pestkami i ziarenkami granatu. Widelce w dłoń! Sprawdźcie sami tą dawkę pysznej energii.



Smacznego!

 

 

 


środa, 7 stycznia 2015

POMARAŃCZOWE SERCA

Nowy rok. Po świąteczno - sylwestrowym szaleństwie każdy myśli o tym, żeby dać wytchnienie swojemu żołądkowi. Niełatwo jednak przestawić się z tych wszystkich pyszności na sucharki i wodę. Postanowiłem przygotować coś na szybko, co będzie lżejsze i zdrowsze ,niż to co jedliśmy przez ostatnie dni, a mimo swojej prostej formy będzie zachwycać smakiem. 

Składniki: 

400g płatków owsianych 

ok. 200g orzechów włoskich 

150g żurawiny 

duża pomarańcza 

4 jajka 

100g cukru trzcinowego 

3 łyżki miodu wielokwiatowego 


Zaczynam od przygotowania orzechów. Obieram je z łupinek - jeżeli macie paczkowane ten etap Wam odpada - i łamię na kawałki. Możecie je też pokroić, byle nie za drobno. Wprawdzie gwiazdą tego przepisu będzie kto inny, ale chcę żeby orzechy były wyczuwalne w ciastkach...zwłaszcza, że specjalnie je przygotuję. Wszystkie lądują na blachę, gdzie funduję im kąpiel w trzech łyżkach miodu. Następnie kilka minut w piekarniku nagrzanym do ok. 100 stopni sprawi, że staną się cudownie karmelowe. Po wyciągnięciu z piekarnika mieszam szybko całość, żeby żaden orzech nie został pominięty i wylewam płaski talerz pokryty papierem do pieczenia.

Czas na bazę moich ciastek. Do dużej miski wsypuję płatki i wrzucam żurawinę. Biorę pomarańczę i ścieram na drobnej tarce całą skórkę. Dobrze, jeżeli będzie to słodka, aromatyczna odmiana lub poleży trochę i dojrzeje - moja czekała już kilka dobrych dni na swój występ. Mieszam dokładnie zawartość miski. Pora na orzechy. Na papierze utworzył się duży cukierek. Łamie go na małe kawałeczki, które następnie dołączają do pozostałych składników. Co kilka porcji mieszam, żeby orzechy i kawałki miodowego karmelu nie sklejały się ze sobą.

Potrzebuję jeszcze czegoś co pozwoli na formowanie tej suchej masy. Oddzielam białka od żółtek. Z tych pierwszych ubijam sztywną pianę, dodając na szczyptę soli. Z tych drugich kręcę krem, dodając partiami cukier. Kiedy masa jest już gładka odcinam kawałek pomarańczy - tak z 1/5. Cały czas miksując żółtka, wyciskam sok z tego kawałka. Resztę zjem albo wycisnę do herbaty. Uwielbiam ten aromat. Nie wiem jak Wam, ale mi zapach pomarańczy zawsze kojarzy się z zimą, Świętami i Nowym Rokiem.

Na koniec mieszam ubite białka z kremem z żółtek i przelewam całość do miski z pozostałymi składnikami. Wystarczy energicznie wymieszać i można formować ciasteczka.
Pomyślałem, że zaszaleję trochę z kształtem i użyłem foremki którą, Martyna kupiła przed świętami z myślą o swoich cudownych  piernikach. Na wyłożoną papierem blachę kładę blaszane serduszko. Do jego środka przekładam słodką zawartość (którą lekko ją ugniatam) i zdejmuję foremkę. Tak samo robię z pozostałymi ciastkami. Następnie blacha ląduję na jakieś 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. To idealna warunki, żeby ciastka zyskały ładną opaleniznę, a całe mieszkanie wypełnił kuszący aromat.



Smacznego!

Pomarańcze - wszyscy tańczą i ja tańczę

piątek, 13 grudnia 2013

PIECZONE JABŁKA Z NADZIENIEM ORZECHOWYM

Rozpusta. Czy musi oznaczać jedynie orgiastyczne desery z czekoladą, bitą śmietaną, karmelem i innymi pysznościami? Niekoniecznie. Dziś na kolację przygotowaliśmy sobie z moją Martyną prawdziwą ucztę, pełną cudownych smaków. Czystą słodkość! Jednak będzie to tym razem słodkość płynąca jedynie i wyłącznie z natury. Coś dla duszy i coś dla ciała, czyli zdrowia. Na  dodatek, jest to niesamowicie prosty i szybki do wykonania deser, a więc bez wymówek - do roboty! 

Składniki (dla dwóch osób):  

4 duże jabłka 

100g orzechów laskowych 

5 łyżek miodu 

2 łyżki rodzynek 

łyżeczka świeżo otartej skórki pomarańczowej 

cynamon 

Zaczynamy od jabłek. Wykrawamy z nich środki i wkładamy do lekko natłuszczonej formy. Pora na nadzienie. Orzechy siekam w blenderze (możecie zrobić też to nożem) na drobne kawałki, które następnie lądują w misce. Dodaję do nich 3 łyżki miodu, namoczone w wodzie rodzynki oraz otartą z pomarańczy skórkę. Może będziecie obawiali się, że to zbyt mocny akcent, że pomarańcza przysłoni smak jabłka i całej reszty. Moim zdaniem dzięki temu, że jest świeżo starta, a dodajemy jej jedynie małą łyżeczkę idealnie łączy się i dopełnia całości.
Dokładnie mieszam nadzienie, które następnie ląduję w wydrążonych jabłkach. Jeszce szczypta cynamonu na wierzch oraz resztą miodu polać po całości i można jabłka powierzyć piekarnikowi. Pół godziny w 180 stopniach jeżeli chcecie żeby były w miarę zwarte lub dodatkowych kilkanaście minut jeżeli mają wyjść bardzo miękkie. 


Smacznego! 

czwartek, 21 listopada 2013

MÓJ PIERWSZY CHLEB

W kuchni kierowałem się zawsze pewną idea, którą ktoś, kiedyś, na demotywatorach lub innym czasopochłaniaczu ładnie ubrał w słowa: kromka chleba posmarowana z miłością smakuje lepiej, niż najbardziej wykwintne danie...albo coś w tym stylu. Mimo to nie udało mi się jeszcze żadnego chleba zrobić. Dziś postanowiłem to zmienić i upiec swoje pierwsze domowe pieczywo. Na mój debiut wybrałem (i lekko zmodyfikowałem) prosty przepis Nigelli Lawson z książki "Nigella ekspresowo" - własności mojej siostry. Zatem do dzieła!

Składniki: 

325g mąki żytniej razowej 

50g płatków żytnich 

50g płatków owsianych 

ok. 50g orzechów 

ok. 50g żurawiny 

250ml mleka 

250ml wody 

łyżeczka soli 

płaska łyżeczka gałki muszkatołowej 

opakowanie drożdży instant (7g) 

  

Do dużej miski wsypuję płatki i mąkę. Orzechy kroję na średniej wielkości kawałki - chce żeby były wyraźne w chlebie. Wybrałem dziś orzechy nerkowca i migdały, ale możecie użyć jakiejś innej ulubionej mieszanki. Dodaję je wraz z całą żurawiną do miski. Jeszcze łyżeczka soli i gałki muszkatołowej oraz drożdże i dokładnie mieszam. Na koniec dodaję mleko z wodą i jeszcze raz dokładnie łączę zawartość miski.  

Ciasto przekładam do foremki pojemności ok. 900-1000ml. Jeżeli nie jest to forma sylikonowa, wysmarujcie ją masłem/tłuszczem. Wstawiam do piekarnika. Najpierw chlebek piecze się w 110 stopniach przez 45 minut, a następnie zwiększam do 180 i daję mu jeszcze godzinę.

Upieczony chleb wyciągam z foremki i studzę na kratce. Trudno oprzeć się pokusie, żeby ukroić sobie ciepłą kromkę i zjeść posmarowaną masłem...albo miłością.


Smacznego! 

  

   

wtorek, 23 lipca 2013

VIVA LA FAMIGLIA!: WŁOSKIE SAŁATKI

Rodzinne spotkania są zawsze sposobnością do przygotowania ciekawych przepisów i co najważniejsze, radosnych uczt. Ostatnio trafiła mi się podwójna okazja. Imieniny mojej mamy i Kamila - chłopaka mojej siostry. Okazja jest, tylko teraz co by tu przygotować? Zawsze podobało mi się podejście Włochów do rodziny i wspólnych, nieśpiesznych biesiad. Wybór nie mógł być więc inny: kuchnia ze słonecznej Italii. W ciągu tego tygodnia co drugi dzień będę publikował kolejne przepisy z tej uczty. Na pierwszy rzut idą sałatki.

Klasyczna włoska sałatka (proporcje na 8 osób): 

3 kule mozzarelli 

3 duże pomidory 

czarne i zielone oliwki 

liście bazylii   

3 łyżki oliwy 

łyżka soku z cytryny 

ząbek czosnku 

mielony czarny pieprz i sól 

kilka listków mięty 

 

To bardzo prosta, ale też bardzo smaczna sałatka. Najważniejsze w niej są składniki. Smaczna mozzarella, aromatyczne, pyszne pomidory, dobra oliwa i świeże przyprawy. Pomidory kroję w plastry i układam na dużym półmisku. Następnie ser. Mozzarella, również już przerobiona na plastry, loduję pomiędzy pomidorami. Po wierzchu rozrzucam zielone i czarne oliwki.

Pora dresing. 3 łyżki oliwy i jedna soku wyciśniętego z cytryny lądują w słoiku. Siekam drobno ząbek czosnku i dorzucam do nich. Pod nóż trafia jeszcze kilka listków mięty, a potem w drogę za poprzednimi składnikami. Trochę świeżo mielonego pieprzu, szczypta soli. Zakręcamy słoik, kilka ruchów ręką i cudowna mikstura spływa po pomidorach i serze.

Całość dekoruję wetkniętą tu i tam świeżą bazylią.


Smacznego!

Sałatka z fasolki szparagowej (na 8 osób): 

1,5kg zielonej fasolki szparagowej 

400g sera typu feta (jak najbardziej twardego) 

150g orzechów włoskich 

ząbek czosnku 

6 łyżek oliwy 

3 łyżki soku z cytryny 

spora garść liści świeżej mięty 

mielony pieprz czarny, sól 

 

Przepis ten podpatrzyłem w książce "Buonissimo!" Gino D'Acampo. Nie byłbym jednak sobą gdybym go trochę nie zmodyfikował.

Fasolkę gotuję w osolonej wodzie, aż będzie al dente. Ma teraz czas na przygotowanie pozostałych składników. Orzechy kroję na grubsze kawałki. Tak samo ser. Następnie mięta. Ja miałem pod ręką miętę imbirową z ogródka mojej mamy. Pod nóż i na kawałeczki. Nie można zapomnieć o czosnku. Tak samo siekam go drobno. 

Pora na manewr ze słoikiem. Oliwa i sok z cytryny lądują w środku. Dołączają do nich mięta z czosnkiem. Jeszcze świeżo zmielony pieprz i spora szczypta soli. Zakręcam i porządnie potrząsam żeby smaki się dokładnie wymieszały. Mikstura ląduje na odcedzonej fasolce. Mieszam dokładnie całość i przekładam do miski. Na koniec dodaję kawałki sera i orzechy. Kilka delikatnych ruchów łyżką i gotowe.


Smacznego!    


sobota, 1 czerwca 2013

IDEALNE CIASTKA OWSIANE

Moja Martyna poprosiła o pyszną  przekąskę, którą mogła by zabrać na nocny dyżur i podzielić się z koleżankami z oddziału - ciastka owsiane. Wiecie, to bardzo duża odpowiedzialność dla faceta. Musi być nie tylko pysznie, ale też sprawić, że ukochana nie będzie się za Was wstydziła przed koleżankami. Postawiłem na prosty i sprawdzony przepis, mimo że przy takich zawsze jest obawa, że już nic więcej nie da się udoskonalić i zaskoczyć smakoszy. Nie mogłem się jednak wycofać, a więc do dzieła!   

Składniki: 

opakowanie (400g) błyskawicznych płatków owsianych 

4 jajka 

150g cukru

200g masła

200g żurawiny 

200g mlecznej czekolady 

100g orzechów laskowych 

2 czubate łyżeczki orzechowo-czekoladowego kremu do kanapek 

 

Orzechy kroję na płatki. Nie martwcie się jeżeli nie wyjdą Wam idealne. Chodzi o to, żeby dodać do ciastek duże kawałki, które dadzą nam główną nutę smakową. Do dużej miski wsypuję następnie płatki owsiane, pokrojone orzechy oraz żurawinę. Z lodówki wyciągam tabliczki czekolady - pora przygotować z nich pyszne kawałeczki. Możecie użyć do tego celu noża lub blendera. Ja mam swój sprawdzony sposób - kilka porządnych ciosów tłuczkiem do mięsa i drobne kawałeczki lądują w misce z pozostałymi składnikami. Dodaję kostkę miękkiego masła i dokładnie mieszam całość.

Pora na jajka. Oddzielam żółtka od białek. Te pierwsze ucieram z cukrem na puszysta masę. Na koniec dodaję do niej 2 łyżeczki czekoladowo-orzechowego kremu. Do białek dodaję szczyptę soli i ubijam z nich sztywną pianę. Następnie dodaję oba składniki do płatków i dokładnie całość mieszam.

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni. Nabieram na łyżkę porcję ciasta i formuje na dłoni placek, który następnie ląduje na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Zmieści się na niej 7-9 ciastek. W piekarniku wystarczy im jakieś 20 minut, w tym czasie po kuchni będzie roznosić się cudowny zapach. A smak? Wytrawne, wyraziste i dominujące orzechy laskowe łączą się z łagodną słodyczą mlecznej czekolady oraz kwaskowym smakiem żurawiny - w tym przepisie smaki przeciwne uzupełniają się tworząc harmonijną całość.


Smacznego!         

 


  

niedziela, 7 kwietnia 2013

ANANASOWO-BANANOWE CIASTKA OWSIANE

Witam Was po świątecznej przerwie. Zwykle w tym czasie jest tak, że dręczą niektórych z nas wyrzuty sumienia z powodu ilości zjedzonego jedzenia, a rozbudzone wyjątkowymi ucztami żołądki domagają się cały czas czegoś smacznego. Postanowiłem podjąć się niemożliwego, czyli pogodzić te poświąteczne zachcianki i połączyć "zdrowe" z "pysznym". A więc do dzieła!

Składniki: 

400g płatków owsianych 

200g suszonego ananasa 

150g suszonych bananów 

50g orzechów włoskich 

200g masła 

4 jaja 

200g cukru pudru 

3 łyżeczki brązowego cukru lub miodu 

 

Te ciastka robi się naprawdę szybko. Jest to wariacja mojego przepisu, który niektórzy z Was znają z bloga Dla Szybkich i Wściekłych: Na przetrwanie: Ciastka owsiane i dobra kawa
Zaczynam od rozpalenia piekarnika do 190 stopni.
Banany miksuję w blenderze na drobną mączkę. Jeżeli trafią się trochę większe okruchy nie szkodzi. Orzechy włoskie i ananasa siekam na trochę większe kawałki. Jeżeli nie macie ochoty bawić się nożem, również możecie użyć blendera. Następnie dodaję te składniki do miski z płatkami owsianymi. Dosypuję brązowego cukru (możecie dodać też miodu) i mieszam całość z grubsza.  

Pora na jaja. Piękne wiejskie jaja z gospodarstwa prowadzonego przez rodziców Martyny - takich nie kupi się w sklepie. Z żółtek ucieram gładką masę dosypując po trochu cukru pudru, natomiast z białek ubijam sztywna pianę. Pora na mały trick. Do ubijanych białek dodajcie szczyptę soli - piana zrobi się na tyle sztywna, że nawet po odwróceniu naczynia spodem do góry nie wypłynie.
Białko i krem z żółtek przekładam do miski z pozostałymi składnikami, dodaję miękkie masło i mieszam szybko całość do całkowitego połączenia.

Z ciasta formuję w ręku małe placki i wrzucam w odstępach na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Ciastka piekę porcjami (po 8-10 ciastek) po ok. 20 minut każda. W kuchni unosi się cudowny zapach powodujący wzmożoną pracę żołądka. Przy zdejmowaniu ciastek z blachy nie dajcie jednak ponieść się emocjom i zachowajcie ostrożność. Upieczone są jeszcze miękkie (łamliwe) i dopiero stygnąc nabierają  zwartej formy.


Smacznego! 

 

  

piątek, 15 marca 2013

SZPINAKOWE BUŁECZKI Z CIASTA FRANCUSKIEGO

W trakcie intensywnego dnia ciężko jest przegryźć coś sensownego - pisałem już o tym na moim poprzednim blogu: Dla Szybkich i Wściekłych. A taki właśnie dzień zapowiadał się mojej Martynie. Chciałem przygotować jej jakiś fajny posiłek, a w lodówce miałem tylko kilka zupełnie przypadkowych składników: ciasto francuskie, kostkę fety, mrożony szpinak, resztkę wędliny. Niby niewiele, ale długo nie musiałem myśleć - postanowiłem na szybko przygotować fajne bułeczki.

Składniki: 

opakowanie ciasta francuskiego 

opakowanie sera feta (270g) 

2 opakowania mrożonego szpinaku (może być też świeży) 

50g orzechów włoskich 

kilka plasterków szynki  

sezam 


Na początek zabieram się za farsz. Na patelni ląduje szpinak, a ja w tym czasie siekam drobno orzechy. Następnie kolej na fetę, kroję ją w kostkę. Kiedy na patelni panuje już intensywna (dobrze odparowana) zieleń dodaję orzechy i smażę całość kilka minut. Dodaję następnie fetę i dokładnie mieszam zawartość patelni. Przyprawiam tylko czarnym pieprzem i odrobiną soku z cytryny. Wiadomo, że szpinak doskonale uzupełnia się z czosnkiem, jednak musiałem tym razem odpuścić ten składnik. Ostre wyziewy w pracy, to mało komfortowa sytuacja, w trakcie i tak już napiętego dnia. Warto spróbować nadzienie. Jeżeli ser jest bardzo słony, możecie zniwelować ten smak dodając trochę cukru. Kiedy feta rozprowadzi się ładnie po szpinaku zdejmuję całość z ognia do przestygnięcia.

Ciasto francuskie rozkładam na stolnicy i układam na jego wierzchu kilka plasterków szynki. Możecie też użyć innej wędliny albo żółtego sera. Następnie wykładam przestudzony farsz i dokładnie rozprowadzam po powierzchni ciasta. Zwijam ostrożnie całość jak roladę i kroję ją w poprzek na kawałki grubości ok. 1,5cm. Następnie układam te kawałki na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Każdy smaruję roztopionym masłem i posypuję ziarnem sezamowym. Wstawiam Do pieca na jakieś 20 minut w temperaturze 200 stopni i gotowe!

Taka bułeczka doskonale smakuje zarówno na zimno, jak i odgrzana w kuchence lub mikrofalówce. 


Smacznego! 
 

sobota, 23 lutego 2013

BLOK ZE STYROPIANEM

Blok czekoladowy. Wielu z nas kojarzy się z siermiężnymi czasami PRL - mimo, że niewielu z nas je pamięta. Deserem robionym na wyjątkowe okazje przez mamy, babcie, ciocie, itd. Dlatego jedni wspominają go z rozrzewnieniem. Dla innych to już relikt szarych czasów, niemodny i niepasujący do ich współczesnej kuchni. Moja Martyna wpadła jednak na pomysł, że może - jak to bywa z blokami z tamtych lat - drobny remont z wykorzystaniem "styropianu", przywróci jego dawną świetność.  

Składniki: 

opakowanie mleka w proszku (400g) 

200g masła 

100g gorzkiej czekolady 

4 czubate łyżki kakao 

szklanka cukru 

pół szklanki mleka 

dodatki: orzechy laskowe i włoskie, ryż preparowany, żurawina 



Na niedużym gazie rozpuszczam w połowie szklanki mleka kostkę masła i cukier. Dodaję następnie całą tabliczkę gorzkiej czekolady. Kiedy się rozpuści, w garnku ląduje kakao. Mieszam dokładnie całość łyżką. Wiecie, żeby nie zrobiły się nam grudki, a masa była jednolita. Ściągam garnek z gazu.

Czas przygotować dodatki. Do blendera wrzucam po dwie garści orzechów laskowych oraz włoskich i rozdrabniam je. Dodaję też żurawiny - jakieś 75g. Żurawina to dla nas obowiązkowy składnik w tym przepisie. Jej delikatnie kwaskowaty smak doskonale równoważy moc i słodycz czekolady.

Do gotowego kakao dorzucam przygotowane wcześniej bakalie. Następnie dosypuję porcjami mleka w proszku i dokładnie mieszam. Idealna robota dla tych, którzy mają wyrzuty sumienia jedząc słodkości. Masa w pewnym momencie solidnie gęstnieje i trzeba nad nią dobrze popracować. Teraz ciekawostka. Zwykle do bloku czekoladowego dodaje się herbatniki, jednak z Martyną postanowiliśmy spróbować z innym smakiem naszego dzieciństwa. Do masy wsypuję preparowany ryż. Sypię na oko, porcjami - dodaję ryż i mieszam, sprawdzając czy konsystencja mi odpowiada. Z ilością tego składnika zdajcie się na swoje upodobania. 

Gotową masę przekładam do wyłożonej pergaminem foremki. Pozwalam jej trochę przestygnąć, a potem wrzucam do lodówki.       

 
Smacznego!