Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brązowy cukier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brązowy cukier. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2015

BLOK CZEKOLADOWY Z PISTACJAMI

Jesteśmy z Martyną wielkimi fanami tego deseru. Wiem jednak, że dla niektórych z Was jest on złym wspomnieniem minionej epoki. Do osób tych należy również moja mama, która raczej słodkościami nie gardzi. Pospolity, mdły, bardziej z wyobrażeniem, niż smakiem czekolady. Chciałbym Wam jednak dziś pokazać, że wystarczy zadbać o odpowiednie składniki, a efekt końcowy zatrze wszelkie złe wspomnienia. 

Składniki: 

opakowanie mleka w proszku (400g) 

kostka masła 200g

szklanka cukru trzcinowego 

pół szklanki mleka 

tabliczka gorzkiej czekolady 

4 duże łyżki kakao 

herbatniki pełnoziarniste (ok. 100 - 125g)

200g pistacji 

150 - 200g rodzynek 

laska wanilii 

sezam do przybrania 



Do garnka o grubym dnie wlewam pół szklanki mleka. W jej ślady idzie kostka masła i cukier. Stawiam garnek na niewielkim gazie i delikatnie mieszając pozwalam rozpuścić się jego zawartości.
Pora na dodatki, które sprawią, że blok będzie miał więcej wspólnego z czekoladą niż tylko nazwę. W garnku ląduje połamana na drobne kawałki tabliczka gorzkiej czekolady i cztery kopiaste łyżki dobrego kakao. Przecinam jeszcze laskę wanilii i do pozostałych składników dołącza jej aromatyczny miąższ. Warto teraz dobrze całość zamieszać łyżką albo trzepaczką żeby rozprowadzić powstałe grudki.
Masa przypomina teraz smołę, jednak przyjemny, pobudzający endorfiny zapach zwiastuje przyjemność i rozkosze podniebienia. Nie ma co przedłużać, czas przejść do kolejnego etapu. 

Pora dodać mleko w proszku. Wsypuję je porcjami mieszając przy tym cały czas,  tak żeby nie zrobiły się grudki. Kiedy masa zaczyna gęstnieć ściągam ja z gazu i dodaje połamane herbatniki, rodzynki oraz obrane pistacje. Jeszcze kilka ruchów łyżką i mogę przełożyć całość do naczynia. Ja użyłem żaroodpornego, ale równie dobrze możecie wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Wierzch obsypuję sezamem.
Blok jest już gotowy...no prawie - trzeba poczekać (ze 2 godziny) aż masa zastgnie w lodówce...a tu ślinka cieknie. 


Smacznego!  

czwartek, 12 lutego 2015

PĄCZKI PO RAZ PIERWSZY

Dziś jest jedno z najważniejszych świąt w roku... no prawie najważniejsze. Postanowiliśmy zatem wspólnie z Martyną odpowiednio je uczcić i przygotować tradycyjne, domowe pączki. Muszę się Wam przyznać, że nigdy jeszcze nie robiłem tych smakołyków, mimo że jestem ich wielkim fanem. Miałem jednak tę przyjemność, że u mego boku stał ekspert, który dzięki wiedzy wyniesionej z domu, znał się na rzeczy.

Składniki: 

1kg mąki pszennej

60g świeżych drożdży 

120g brązowego cukru 

500ml mleka 

6 jajek 

120g masła 

opakowanie cukru waniliowego lub laska wanilii 

40ml spirytusu 

szczypta soli 

konfitura/dżem/marmolada 

smalec do smażenia (my użyliśmy 12 kostek), opcjonalnie olej 

Na początek robimy rozczyn. W wysokiej misce rozdrabniam drożdże, dodaję dwie łyżki mąki, trzy łyżki cukru i 1/3 szklanki ciepłego mleka. Odstawiam pod przykryciem na ok. 30 minut aż wyrośnie. W tym czasie Martyna wysypuje na stolnicę pozostałą mąkę i robi w niej zagłębienie. To bardzo ważne, bo zaraz dodamy tu różne magiczne składniki.
Z jednego jajka, 5 żółtek, pozostałego cukru, szczypty soli i cukru waniliowego kręcę puszysty kogel-mogel. Dodajemy go następnie do przygotowanej mąki. Za kremem leci kolejno rozczyn, podgrzane mleko i rozpuszczone masło. Na koniec coś ekstra - 40ml spirytus. Dzięki niemu pączki nie nasiąkną tak bardzo tłuszczem. Zagniatamy z tych składników ciasto. Trzeba pamiętać przy tym, aby nie straciło lepkości - czyli rozsądnie podsypujemy mąką. Gotowe ciasto odstawiam pod przykryciem do wyrośnięcia na godzinę.

Kiedy ciasto podwoi swoją objętość wyrabiamy je jeszcze pięć minut. Następnie każde z nas odrywa po kawałku, który rozpłaszczamy w dłoniach i na jego środek kładziemy nadzienie. My zdecydowaliśmy się na powidła śliwkowe. Sklejamy brzegi i formujemy pączki. Kładziemy je na lekko podsypaną mąką stolnicę i po raz trzeci odstawiamy do wyrośnięcia (kolejne 30 minut) pod przykryciem.

W tym czasie Martyna w szerokim garnku rozgrzewa smalec. To najlepszy tłuszcz do smażenia pączków, ale jeżeli go nie macie lub nie lubicie to możecie wykorzystać olej. Najlepiej sprawdzić jego temperaturę wrzucając kawałek ciasta, chleba lub ziemniaka - jeżeli od razu wypłynie to znaczy, że temperatura jest już odpowiednia do smażenia. Wrzucamy pączki partiami i smażymy z obu stron po około 1 minucie. Kiedy mają już ładny, brązowy kolor wyjmujemy je cedzakiem na talerz pokryty papierowym ręcznikiem. Gdy przestygną chwilę posypuję je cukrem pudrem. Możecie zrobić też polewę lukrową. Pączki są jeszcze gorące, ale ręka jakoś sama wyciąga się...chwyta...na ciepło są tak samo pyszne jak ostudzone. A może nawet pyszniejsze?
Sprawdźcie sami i napiszcie jakie Wy lubicie jeść pączki:-)



Smacznego!

piątek, 16 stycznia 2015

BABECZKI MOCCA

Ostatnio wpadli do nas starzy, dobrzy znajomi. Nie widzieliśmy się długi czas, dlatego wspaniale jest przy takiej okazji spokojnie posiedzieć i nie spiesząc się pogadać. Doskonale wspomaga takie pogaduchy towarzystwo dobrego jedzenia (o to zadbała Martyna) i kilku butelek wina. Ja pomyślałem o czymś co ukoronuje nasze spotkanie. Deser i kawa w jednym? Czemu nie! Przy okazji postanowiłem sprawdzić nowy przepis na ciasto do babeczek.

Składniki: 

2,5 filiżanki mąki 

0,5 filiżanki mleka 

1 filiżanka masła 

2 filiżanki brązowego cukru 

1,5 filiżanki dobrej mocnej kawy 

2 łyżki kakao 

2 łyżeczki proszku do pieczenia 

1 łyżeczka sody 

2 jajka 

tabliczka czekolady mlecznej 

do ubicia: ok. 400 ml słodkiej śmietany, opakowanie serka mascarpone i cukier puder 


To naprawdę proste do zapamiętania proporcje. Zapomnijcie o gramach, mililitrach i takich tam. Wszystko odmierzamy filiżankami lub łyżkami/łyżeczkami. Reszta pozostaje bez zmian. Zaczynam od rozgrzania piekarnika do ok. 200 stopni. Następnie przygotowuję kawę. Oczywiście robię to w mój ulubiony sposób - w tygielku. Możecie ją też zrobić w ekspresie lub w kawiarce, a nawet zalać ją w szklance i po zaparzeniu oddzielić od fusów. Pamiętajcie tylko o jednym: efekt końcowy musi być aromatyczny i mocny. Gotowy napój odstawiam do ostygnięcia.

To czas kiedy mogę przygotować sypkie składniki. Do dużej miski wpadają kolejno filiżanki z mąką oraz cukrem. Dla towarzystwa dosypuję kakao, proszek do pieczenia oraz sodę. Z zamrażalnika wyciągam tabliczkę czekolady - wstawiłem ją tam na ok. 10-15 minut. Pora zrobić pyszne kawałeczki. Jak niektórzy z Was może pamiętają mam na to sprawdzony sposób. Kilka solidnych ciosów tłuczkiem do mięsa załatwia sprawę i zawartość opakowania może dołączyć do pozostałych składników w misce. Mieszam całość z grubsza.

Pora na mokre składniki. Do głębokiego naczynia wlewam mleko, ostudzoną kawę i filiżankę roztopionego masła. Jeszcze dwa jajka i mieszam całość z kilkukrotnie.

Najwyższy czas zrobić z tych składników coś pysznego. Do miski z sypkimi wlewam te mokre i mieszam energicznie całość kilka razy. Pamiętajcie - tu nie ma miejsca na perfekcyjność, a mniej znaczy lepiej. Jeżeli widzę, że składniki się już połączył przestaję mieszać i zabieram się za napełnianie foremek, tak do 3/4 wysokości. Następnie porcja babeczek ląduje w piekarniku na jakieś 15-18 minut. Z podanych przeze mnie proporcji wychodzą dwie blachy po 12 babeczek każda. To idealna ilość.

Do dekoracji moich babeczek przygotowałem prosty krem śmietankowy. Do wysokiego naczynia wlewam kremówkę i dorzucam mascarpone. Mikser dostaje średnie obroty, które przy akompaniamencie kilku łyżek cukru pudru zmieniają białą, płynną masę w przepyszny krem.



Smacznego!      



środa, 7 stycznia 2015

POMARAŃCZOWE SERCA

Nowy rok. Po świąteczno - sylwestrowym szaleństwie każdy myśli o tym, żeby dać wytchnienie swojemu żołądkowi. Niełatwo jednak przestawić się z tych wszystkich pyszności na sucharki i wodę. Postanowiłem przygotować coś na szybko, co będzie lżejsze i zdrowsze ,niż to co jedliśmy przez ostatnie dni, a mimo swojej prostej formy będzie zachwycać smakiem. 

Składniki: 

400g płatków owsianych 

ok. 200g orzechów włoskich 

150g żurawiny 

duża pomarańcza 

4 jajka 

100g cukru trzcinowego 

3 łyżki miodu wielokwiatowego 


Zaczynam od przygotowania orzechów. Obieram je z łupinek - jeżeli macie paczkowane ten etap Wam odpada - i łamię na kawałki. Możecie je też pokroić, byle nie za drobno. Wprawdzie gwiazdą tego przepisu będzie kto inny, ale chcę żeby orzechy były wyczuwalne w ciastkach...zwłaszcza, że specjalnie je przygotuję. Wszystkie lądują na blachę, gdzie funduję im kąpiel w trzech łyżkach miodu. Następnie kilka minut w piekarniku nagrzanym do ok. 100 stopni sprawi, że staną się cudownie karmelowe. Po wyciągnięciu z piekarnika mieszam szybko całość, żeby żaden orzech nie został pominięty i wylewam płaski talerz pokryty papierem do pieczenia.

Czas na bazę moich ciastek. Do dużej miski wsypuję płatki i wrzucam żurawinę. Biorę pomarańczę i ścieram na drobnej tarce całą skórkę. Dobrze, jeżeli będzie to słodka, aromatyczna odmiana lub poleży trochę i dojrzeje - moja czekała już kilka dobrych dni na swój występ. Mieszam dokładnie zawartość miski. Pora na orzechy. Na papierze utworzył się duży cukierek. Łamie go na małe kawałeczki, które następnie dołączają do pozostałych składników. Co kilka porcji mieszam, żeby orzechy i kawałki miodowego karmelu nie sklejały się ze sobą.

Potrzebuję jeszcze czegoś co pozwoli na formowanie tej suchej masy. Oddzielam białka od żółtek. Z tych pierwszych ubijam sztywną pianę, dodając na szczyptę soli. Z tych drugich kręcę krem, dodając partiami cukier. Kiedy masa jest już gładka odcinam kawałek pomarańczy - tak z 1/5. Cały czas miksując żółtka, wyciskam sok z tego kawałka. Resztę zjem albo wycisnę do herbaty. Uwielbiam ten aromat. Nie wiem jak Wam, ale mi zapach pomarańczy zawsze kojarzy się z zimą, Świętami i Nowym Rokiem.

Na koniec mieszam ubite białka z kremem z żółtek i przelewam całość do miski z pozostałymi składnikami. Wystarczy energicznie wymieszać i można formować ciasteczka.
Pomyślałem, że zaszaleję trochę z kształtem i użyłem foremki którą, Martyna kupiła przed świętami z myślą o swoich cudownych  piernikach. Na wyłożoną papierem blachę kładę blaszane serduszko. Do jego środka przekładam słodką zawartość (którą lekko ją ugniatam) i zdejmuję foremkę. Tak samo robię z pozostałymi ciastkami. Następnie blacha ląduję na jakieś 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. To idealna warunki, żeby ciastka zyskały ładną opaleniznę, a całe mieszkanie wypełnił kuszący aromat.



Smacznego!

Pomarańcze - wszyscy tańczą i ja tańczę

sobota, 30 listopada 2013

SMAK ZIMY: CZEKOLADOWE MUFFINY Z JABŁKIEM I CYNAMONEM

Dziś są Andrzejki, ale ten czas szybko leci... Za oknem wciąż panuje jesień, a nie tak dawno było lato. A ja mimo, że w zeszłym roku długo nas trzymała, już myślę o zimie i świętach, które są tuż tuż. Postanowiłem zatem przygotować smaki, które najbardziej kojarzą mi się z tym okresem. Przy okazji pokażę Wam, że jabłka i cynamon smakują świetnie nie tylko w szarlotce. A kakao może być dla nich wspaniałym towarzyszem.  


Składniki: 

2 i 3/4 szklanki mąki 

3 - 4 łyżki kakao 

3/4 szklanki cukru 

1 łyżka proszku do pieczenia 

łyżeczka sody 

opakowanie cynamonu 

1 i 1/2 łyżeczki cukru wanilinowego   

 

1 i 1/2  szklanki maślanki 

1/2 kostki masła (miękkiego lub roztopionego)  

2 jaja 

3 słodkie jabłka średniej wielkości  

cukier trzcinowy do posypania 

Ciasto na muffiny tradycyjnie przygotowuję w oddzielnych naczyniach. Najpierw do jednej miski wrzucam wszystkie składniki sypkie, które dokładnie mieszam. Następnie w drugim naczyniu z grubsza mieszam maślankę, 2 jajka i roztopione masło. Jabłka myję i obieram ze skórki. Miąższ oddzielam od gniazd nasiennych i kroję w grubą kostkę.  

Czas to wszystko zamienić w pyszne babeczki. Dodaję mokre składniki do sypkich i mieszam szybko całość. Na koniec wrzucam jabłka. Kilka ruchów łyżką i ciasto jest już idealne.  

Foremki do muffinów napełniam ciastem. Następnie każdą porcję posypuję słuszną warstwą trzcinowego cukru. Całość ląduję w piekarniku na 15-20 minut w temperaturze ok. 200 stopni. Po całym mieszkaniu roznosi się cudowny zapach cynamonu, kakao i pieczonych jabłek. Ten zapach, który dla mnie, obok zapachu pomarańczy i mandarynek, nierozerwalnie kojarzy się z zimą i zbliżającymi się świętami.  


Smacznego!  

piątek, 25 października 2013

CUDOWNY LIKIER CYTRYNOWY

Od dawna zanosiło się u mnie na limoncello. Przymierzałem się do niego długo i z namysłem, jakby to miało być największe wyzwanie w moim życiu. Jakbym bał się, że robota wykonana na "hura" może obrazić moich włoskich przodków. Nie pomogły nawet prośby i zachęty mojego taty. Potrzebna była dopiero kobieca ingerencja. "Zamiast gadać, lepiej byś zrobił" powiedziała kiedyś Martyna. No to zrobiłem...i nawet nie bałem się trochę pokręcić w przepisie.   

Składniki: 

10-12 dużych cytryn 

3 limonki 

1l spirytusu 

1l dobrej wody mineralnej 

1kg cukru trzcinowego 

 

Zaczynam od dokładnego umycia cytryn i limonek. Następnie obieram owoce ze skórki. Warto skorzystać przy tej czynności z ostrej i precyzyjnej obieraczki. Wiecie, chodzi o to żeby zdjąć samą skórkę, bez tej białej, gorzkiej warstwy pod nią. Mozolna robota, ale kiedy już posmakujecie gotowego likieru, poczujecie, że warto było się postarać. Obrane skórki wrzucam do dużego słoja i zalewam spirytusem. Całość odstawiam w chłodne, zacienione miejsce na około miesiąc...

...po jego upływie zlewam nalewkę. W garnku lub rondlu o grubym dnie zagotowuję litr wody mineralnej z cukrem. Użyłem cukru trzcinowego - nada dodatkowego, fantastycznego aromatu likierowi. Gotowy syrop studzę i wlewam do nalewki. Dokładnie mieszam całość. Na koniec rozlewam do butelek, które podobnie jak nalewka, lądują w ciemnym, chłodnym miejscu na kilka tygodni. Ten ostatni etap pozostawiam waszej cierpliwości - może to mogą być dwa tygodnie lub kolejny miesiąc, a nawet pół roku. Wiadomo, że im dłużej trunek będzie leżakował tym będzie lepszy, ale czy uda Wam się oprzeć pokusie...


Smacznego!


piątek, 20 września 2013

SYROP KORZENNY

Jesień nadchodzi wielkimi krokami, a w zasadzie to chyba już nadeszła. Ciężko przyjąć to do wiadomości, że lato się skończyło. Nie należy jednak się przejmować. Jesień (jak i ten następująca po niej zima) ma swój urok - również kulinarny. Dla mnie kojarzy się ona nierozerwalnie z mocnymi, ostrymi potrawami oraz z korzennymi, egzotycznymi smakami. Postanowiłem więc przygotować się sumiennie do tego okresu i sporządzić ważny składnik dla kuchni jesienno-zimowej - syrop korzenny. 

Składniki: 

1/2kg cukru trzcinowego 

1/2l wody mineralnej 

150g imbiru 

15g mielonego cynamonu (jedno opakowanie) lub 3-4 laski kory cynamonowej

1/2 laski wanilii 

1 i 1/2 gałki muszkatołowej (ja dałem jedną większą i jedną mniejszą)  

7 ziaren ziela angielskiego 

5 goździków 

3 ziarna pieprzu czarnego 

szczypta ziaren kolendry (5-6) 

 

Proces produkcji syropu zaczynam od obrania i pokrojenia imbiru na plastry grubości ok. 1/2 cm. Następnie biorę połówkę wanilii, kroję ją wzdłuż i czubkiem noża wydłubuję jej aromatyczny miąższ, który wraz ze skórką wrzucam do rondla o grubym dnie. Za wanilią podąża cukier, przygotowany wcześniej imbir, goździki, gałka muszkatołowa, ziele angielskie, czarny pieprz, kolendra i cynamon. Fajnie jeżeli ten ostatni składnik uda Wam się dostać w formie kory. Ja niestety musiałem zadowolić się mielonym - zleciałem całe osiedle i jak na złość, nigdzie innego dostać nie mogłem. Zalewamy wodą i na hop na gaz. Mieszam co jakiś czas, żeby cukier dokładnie się rozpuścił, a smaki połączyły. Kiedy syrop zacznie wrzeć, zmniejszam ogień i gotuję go jeszcze przez 10-15 minut. Po tym czasie odkładam rondel na bok do ostudzenia. W całym mieszkaniu unosi się przyjemny zapach piernika.

Po jakiś 30-40 minutach można zlać syrop. Przygotujcie sobie duże sitko z drobnymi oczkami albo spory kawałek gazy i umocujcie dobrze na naczyniu do którego trafi syrop. Przelewając pozwalam żeby imbir trafił na sito. Jest oblepiony sporą ilością syropu i żal żeby nie pozwolić mu odciec.

Gotowy syrop można przelać do buteleczek lub słoików i schować w chłodnym miejscu. Idealnie nadaje się jako dodatek do grzańca, kawy, herbaty oraz wszelkiego rodzaju wypieków i deserów.
Nie wyrzucajcie też imbirowych kawałków. Można je wysuszyć (nawet po dokładnym odsączeniu pozostanie na nich jeszcze sporo syropu i przypraw) i również użyć jako przyprawy lub słodkiej przekąski.         


Smacznego!   

środa, 26 czerwca 2013

LODOWY TORT Z TRUSKAWKAMI

Urodziny mojej siostry. W dzieciństwie ten okres zawsze dobrze mi się kojarzył - koniec roku szkolnego i przyjęcia organizowane na cześć Martyny (ale mi się trafiło, dwie ważne kobiety w moim życiu o tym samym imieniu). Na nich to pojawiała się długo wyczekiwana delicja, jaką był tort lodowy zamawiany przez mojego ojca u znajomego cukiernika. Postanowiłem wrócić do tej tradycji i przygotować deser godny mojej młodszej siostry.


Składniki: 

2 litry lodów waniliowych 

1kg truskawek 

15 dużych bez

2 łyżki brązowego cukru 

400ml śmietany kremówki 

pół szklanki cukru pudru  

Truskawki dokładnie myję i usuwam szypułki. Zostawiam około dziesięciu ładnych sztuk do udekorowania wierzchu tortu. Pozostałe truskawki wrzucam do blendera, dosypuję 2 łyżki brązowego cukru i miksuję do uzyskania konsystencji musu. Gotowy sos wstawiam do lodówki. 

Tortownicę wykładam papierem do pieczenia. Z połowy bez zrobię podstawę tortu. Kruszę je drobno, tak żeby kawałki dokładnie pokryły dno tortownicy. Pora na lody. Możecie przygotować lody sami, bądź skorzystać z gotowych. Pamiętajcie jedynie żeby wyciągnąć je z zamrażalnika na kilka minut przed dodaniem do tortu. Lody lekko mieszam kilka razy. Następnie wykładam je na warstwę bezy i dokładnie po niej rozprowadzam. Potem wyciągniętym z lodówki musem polewam całość. Kolejną warstwę robię w ten sam sposób - beza, lody i znowu mus (odrobinę pozostawiam do udekorowania wierzchu). Przykrytą szczelnie tortownicę chowam na godzinę do zamrażalnika.

Po upływie 60 minut zabieram się za bitą śmietanę. Ubijam ją dodając małymi porcjami cukru pudru. Kiedy jest już bardzo gęsta, wyciągam z zamrażalnika mój deser i dokładnie pokrywam nią jego wierzch. Tortownica znowu ląduje w zamrażalniku, tym razem na jakieś dwie godziny. Przed podaniem dekoruję tort świeżymi truskawkami i pozostałą resztą musu. Jeszcze tylko świeczki, "sto lat!" i ... 


Smacznego!  

 

 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

SZYBKI PLACEK Z TRUSKAWKAMI

Miałem zamiar przygotować coś wytrawnego, ale...wybaczcie, dopadło mnie jakieś "niechciejstwo" ostatnio. Może to te kilka słonecznych dni, którymi cieszyliśmy się łapczywie po deszczowym maju (i niestety, przed kolejnymi ulewami). Może to też długo oczekiwana pora owoców. Wreszcie mamy truskawki, czereśnie i inne cuda natury. Postanowiłem za radą Martyny znowu zrobić jakiś deser - bo jak powiedziała: smak miłości to przecież słodycz.

Składniki: 

2 litry mleka 3,2% 

opakowanie kaszy manny (400g) 

10 łyżek brązowego cukru 

ok. 600g truskawek 

2 kopiaste łyżeczki mąki ziemniaczanej 

wanilia 

do przybrania: kilka truskawek, bita śmietana 

 

Mleko wlewam do garnka o grubym dnie, dosypuję 7 łyżek brązowego cukru oraz dodaj miąższ z laski wanilii. Pozwalam się całości zagotować. W tym czasie umyte i obrane truskawki kroję na połówki lub ćwiartki (te większe okazy). Do gotującego się mleka, wsypuję powoli mannę, mieszając przy tym trzepaczką całość. Wiecie, chodzi o to żeby nie zrobiły nam się grudki, a ciasto miała gładką konsystencje. Kiedy masa jest już bardzo gęsta, przekładam jej połowę do wyłożonej folią aluminiową tortownicy.

Pora wrócić do truskawek. Z deski do krojenia przenoszę je na patelnię i posypuję trzema łyżkami brązowego cukru. Pora rozpalić ogień i upuścić z nich trochę soku. Co jakiś czas mieszam delikatnie całość. Następnie napełniam filiżankę do herbaty 1/3 wody i dodaję do niej 2 kopiaste łyżeczki mąki ziemniaczanej. Dokładnie mieszam żeby składniki się połączyły, a potem dodaję do moich truskawek. Mieszam przy tym energicznie całość, ponieważ ta mikstura bardzo szybko zamienia puszczony przez truskawki sok w przepyszny kisiel. Truskawki wylewam na przygotowaną warstwę ciasta. Na nie ląduję pozostała część manny. Placek zostawiamy do przestygnięcia. Można zjeść go samego lub udekorować świeżymi truskawkami i bitą śmietaną. Jest to przepis szybki, prosty i jak na deser przystało - bardzo przyjemny. Dla mnie takie połączenie: owoce plus manna nierozerwalnie kojarzy się z piękną, ciepłą porą wiosenno-letnią. 


Smacznego! 

 


 

wtorek, 21 maja 2013

MUFFINY Z NIESPODZIANKĄ

Witam Was po bardzo dłuuugiej przerwie, która zleciała mi na majówce i różnego rodzaju komuniach. W ostatni weekend byliśmy na najważniejszej - komunii chrześniaka Martyny. Dominik to bardzo fajny dzieciak i  jak wszystkie dzieci lubi niespodzianki. Przygotowałem więc na tą uroczystość wyjątkowe muffinki...z niespodzianką.

Składniki: 

2 i 3/4 szklanki mąki 

3 - 4 łyżki kakao 

3/4 szklanki cukru 

1 łyżka proszku do pieczenia 

łyżeczka sody  

 

1 i 1/2  szklanki maślanki 

1/2 kostki masła (miękkiego lub roztopionego)  

2 jaja 

 

puszka mleka skondensowanego 

konfitura wiśniowa 

płatki migdałowe 

brązowy cukier 

 

Przygotowanie tych pyszności zaczynam od zrobienia kajmaku. Do garnka z grubym dnem wkładam puszkę mleka skondensowanego, zalewam wodą tak by w całości ją zakryła i stawiam na małym ogniu. Puszka musi się gotować ok. 2 godzin. Co jakiś czas sprawdzam i uzupełniam poziom wody.

Składniki na babeczki przygotowuję tradycyjnie w dwóch oddzielnych naczyniach - w jednym sypkie, w drugim mokre. Do dużej miski wsypuję mąkę, kakao, cukier, proszek i sodę. Mieszam z grubsza, żeby mąka i kakao się połączyły. Do drugiego naczynia wlewam maślankę, dodaję rozpuszczonego masła i wbijam dwa jajka. Całość również mieszam z grubsza. Pora zrobić z tego ciasto. Łączę składniki mokre z sypkimi i całość mieszam. Pamiętajcie! Nie wyrabiajcie ich zbyt perfekcyjnie. Ciasto stanie się wtedy zbyt ciężkie. Połączcie szybko składniki i odstawcie miskę na bok.

Rozgrzewam piekarnik do temperatury ok. 200 stopni. Na blasze rozkładam sylikonowe foremki do których wkładam papilotki. Napełniam każdą odrobiną ciasta - tak żeby rozlało się dokładnie po dnie. Pora na konfiturę. Małą łyżeczką wybieram wiśnie z odrobiną konfitury i kładę na środku ciasta. Na to ląduję łyżeczka ostudzonego kajmaku. Tak przygotowaną niespodziankę ukrywam pod kolejna warstwą ciasta. Wierzch babeczek dekoruję płatkami migdałowymi i posypuję brązowym cukrem. W piekarniku wystarczy im jakieś 15-20 minut. Degustacja przebiega znacznie szybciej.


Smacznego!    
   

niedziela, 7 kwietnia 2013

ANANASOWO-BANANOWE CIASTKA OWSIANE

Witam Was po świątecznej przerwie. Zwykle w tym czasie jest tak, że dręczą niektórych z nas wyrzuty sumienia z powodu ilości zjedzonego jedzenia, a rozbudzone wyjątkowymi ucztami żołądki domagają się cały czas czegoś smacznego. Postanowiłem podjąć się niemożliwego, czyli pogodzić te poświąteczne zachcianki i połączyć "zdrowe" z "pysznym". A więc do dzieła!

Składniki: 

400g płatków owsianych 

200g suszonego ananasa 

150g suszonych bananów 

50g orzechów włoskich 

200g masła 

4 jaja 

200g cukru pudru 

3 łyżeczki brązowego cukru lub miodu 

 

Te ciastka robi się naprawdę szybko. Jest to wariacja mojego przepisu, który niektórzy z Was znają z bloga Dla Szybkich i Wściekłych: Na przetrwanie: Ciastka owsiane i dobra kawa
Zaczynam od rozpalenia piekarnika do 190 stopni.
Banany miksuję w blenderze na drobną mączkę. Jeżeli trafią się trochę większe okruchy nie szkodzi. Orzechy włoskie i ananasa siekam na trochę większe kawałki. Jeżeli nie macie ochoty bawić się nożem, również możecie użyć blendera. Następnie dodaję te składniki do miski z płatkami owsianymi. Dosypuję brązowego cukru (możecie dodać też miodu) i mieszam całość z grubsza.  

Pora na jaja. Piękne wiejskie jaja z gospodarstwa prowadzonego przez rodziców Martyny - takich nie kupi się w sklepie. Z żółtek ucieram gładką masę dosypując po trochu cukru pudru, natomiast z białek ubijam sztywna pianę. Pora na mały trick. Do ubijanych białek dodajcie szczyptę soli - piana zrobi się na tyle sztywna, że nawet po odwróceniu naczynia spodem do góry nie wypłynie.
Białko i krem z żółtek przekładam do miski z pozostałymi składnikami, dodaję miękkie masło i mieszam szybko całość do całkowitego połączenia.

Z ciasta formuję w ręku małe placki i wrzucam w odstępach na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Ciastka piekę porcjami (po 8-10 ciastek) po ok. 20 minut każda. W kuchni unosi się cudowny zapach powodujący wzmożoną pracę żołądka. Przy zdejmowaniu ciastek z blachy nie dajcie jednak ponieść się emocjom i zachowajcie ostrożność. Upieczone są jeszcze miękkie (łamliwe) i dopiero stygnąc nabierają  zwartej formy.


Smacznego!